Problem Franka Sikory

Trasa Lazienkowska w Warszawie - budowaFranek Sikora woził żwir z Sanu. Najpierw, zaraz po wojnie, furmanką, potem starym bedfordem, a jeszcze później lublinem, starem, jelczem i innymi – coraz lepszymi i coraz droższymi. W pierwszych latach władzy ludowej woził bez pozwolenia. Nikt wtedy na takie głupstwa nie zwracał uwagi. Władza miała inne problemy, nie zawracała sobie Frankiem głowy, więc Franek woził. Żwir potrzebny był na budowach, na kolei, na drogach – dosłownie wszędzie.

Potem było trochę ciaśniej i zaczęto uważniej patrzeć na to, jak to z tym żwirem jest, ale Franek znał już wtedy wszystkich ważnych, w milicji też; z przewodniczącym rady narodowej pił wódkę, z sekretarzem partii też, a w ogóle z kim nie pił? Pił, woził, bogacił się i w rzeczy samej “był na fali”!

Przed wojną Sikora był parobkiem w majątku Dornickich. Trzeba też powiedzieć, że biedota to była jak się patrzy i gdyby nie to parobkowanie, to marnie by z nim było. Czasu wojny czepiał się trochę to tych to tamtych, trochę był w lesie, trochę pracował, usiłował handlować, wreszcie dotrwał do wyzwolenia i po przejściu  Rosjan został mu się po nich trofiejnyj  koń z furmanką.

Woził więc żwir. Najpierw ładował łopatą, potem koparką, a jeszcze później pomagał sobie spychaczem.

I było dobrze, a może nawet lepiej niż dobrze. Ożenił się, pobudował dom, drugi dla rodziców, kupił warszawę, żuka i wreszcie przestał sam wozić, tylko najął pracownika, a z biegiem czasu dwóch, trzech i w końcu kilkunastu. Interes szedł jak ta lala i doszło do tego, że w niedzielę na sumie Sikorowie siadali w pierwszych ławkach.

W 1973 Franek Sikora wydawał córkę za mąż. Weselisko na kilkaset osób. Lipiec, upalny dzień, orkiestra, wódki do woli, beczki piwa, piętrzące się zwoje kiełbas…

Z Magdą Sikorą znałem się od podstawówki, więc byłem wśród zaproszonych. Mieszkałem już wtedy w Warszawie, a do rodzinnego miasteczka przyjeżdżałem na urlop.

Wesele trwało w najlepsze. W pewnej chwili przysiadł się do mnie sam gospodarz – Franek Sikora we własnej osobie. Pan Franciszek!

– Co tam w Warszawie? – zagadnął nieśmiertelnym pytaniem.

– Wszystko w porządku – odpowiedziałem – Trasę Łazienkowską budują, Wisłostradę budują – ruch w interesie!

– Pewnie dużo żwiru potrzebują – roześmiał się. Biała koszula, czerstwa twarz, złote zęby, złote sygnety na grubych paluchach…

– A jak tam interes panie Franciszku? Idzie jakoś?

– No idzie, idzie. Chwalić Boga, nie można narzekać… Jedno tylko… Jedno mnie męczy…

– Co panie Franciszku, co? Zdrówko nie tak? Coś z małżonką? – dopytywałem się niezbyt grzecznie.

– Nie, nie, to wszystko bajka, tylko wiesz… systemu nienawidzę…

– Systemu?

– No tak, kumunistów cholerów…

_____________

O AUTORZE: Marcin Baraniecki jest redaktorem naczelnym Truck ‘N’ Roll Magazine.

Można się z nim skontaktować wysyłając

e-mail na adres: contact@trucknrollmagazine.ca

_______________

Leave a Reply

*