Od redaktora

ZJEDZENIE ŻABY

Marcin Baraniecki

picture-21“You have to take the good with the bad, smile with the sad, love what you got, and remember what you had.”

Podstawową cechą pracy w transporcie jest to, że dobro trzeba łączyć ze złem. Prawda, że tak jest prawie w każdej innej dziedzinie życia, ale my, kierowcy, mamy tego wyjątkowo dużo. Każdy kurs, każda dostawa, każdy ładunek wymaga ciągłego podejmowania decyzji, które decydują o naszym zdrowiu, życiu, nie mówiąc już o pieniądzach. Decyzje są nasze i tylko nasze – możemy podjąć nieoczekiwane wyzwanie, albo odmówić, odwrócić się plecami i zrezygnować. Konsekwencje mogą być różne – czasem nie do przełknięcia – jak na przykład reprymenda ze strony szefa, zawieszenie czy wręcz wyrzucenie z pracy, a czasem groźba utraty zdrowia czy nawet życia.

Dam przykład:

Dostawa jakichś ciężkich towarów do klienta, który nie ma żadnych warunków, żeby je bezpiecznie rozładować. Nie ma doku, nie ma wózka widłowego, nie ma żadnej pomocy, bo odbiorcą jest starsza kobieta, która nie może podnosić ciężarów. Kierowca może zawrócić się na pięcie (albo raczej na oponie) i wrócić do terminalu, nie realizując dostawy. Z taką decyzją wiąże się koszt dla firmy transportowej, koszt dla odbiorcy, strata czasu. Może też spróbować rozładunku samemu, ale usiłując podołać dźwiganiu, może narazić swój grzbiet – w ogóle zdrowie, a nawet życie. Może się udać – a wtedy wszyscy są zadowoleni, może nawet dyspozytor powie coś z pogranicza podziękowania, będzie jakaś tam satysfakcja… No, zrobiłem!

Czy to było rozsądne, bezpieczne? Dla kogoś, kto patrzy z boku, odpowiedź może być tylko jedna – absolutnie nie! Ale w rzeczywistości każda sytuacja jest inna i każdy widzi ją inaczej.

W tym zawodzie cały czas musimy podejmować decyzje, które balansują na granicy legalności i zdrowego rozsądku. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że gdybyśmy się rygorystycznie stosowali do przepisów bezpieczeństwa, to większość naszej pracy nigdy nie byłaby wykonana. Istnieje bowiem takie nieprzeliczone mnóstwo przepisów dotyczących przewozów i warunków ich wykonywania, że ciągłe trzymanie się ich sparaliżowałoby transport.

Drugi przykład:

Dostawy w centrum Toronto. Brak miejsca na parking. Kierowca zatrzymuje trucka na ulicy, biegnie z dostawą do sklepu czy restauracji czy też gdzie te parę paczek ma dostarczyć, a tu zaraz po powrocie widzi policjanta, który bez słowa daje mu mandat. Za parę minut, na sąsiedniej ulicy ten sam policjant za parkowanie w niedozwolonym miejscu daje mu drugi mandat. Potem jeszcze jeden i jeszcze jeden. Pod koniec dnia zbiera się tego cała harmonia. Jak robić dostawy, żeby uniknąć mandatów? Gra z przepisami w ciuciubabkę. Balansowanie na granicy legalności.

Trzeci przykład:

Sytuacja na drodze. Truck podąża prawym pasem, ale tuż przed nim samochód jedzie bardzo wolno. Truck, nie chcąc wytracić szybkości, zjeżdża szybko na lewy pas, zajeżdżając drogę pojazdowi, który akurat tam jest. Wygląda na niebezpieczny i niegrzeczny manewr powodujący zdenerwowane klaksony, wyciągnięte ręce z środkowym palcem itd. itp. Tak, to prawda, ale są takie sytuacje, że czekanie na większą lukę na lewym pasie, a potem wolna zmiana pasów w celu wyprzedzenia powoli jadącego auta na prawym może spowodować zwolnienie ruchu i korek. W takich momentach trucker podejmuje niepopularną decyzję, która w sumie wychodzi wszystkim na korzyść – no może za wyjątkiem tego, któremu akurat zajechał drogę.

I tak to jest – ten zawód wymaga ciągłego podejmowania trudnych decyzji. Niejednoznacznych, często kontrowersyjnych i właśnie dlatego tak trudnych.

Nikogo nie namawiam do podejmowania ryzykownych decyzji. Uczymy się całe życie. Jedni idą drogą ostrożną, inni ryzykują, a jeszcze inni płaczą, że jest ciężko i że stale są pokrzywdzeni.

Ten zawód ma dobre i złe strony. Czasami trzeba tę żabę zjeść i jechać dalej.

Leave a Reply

*