Powoli, powoli zaczynamy otrząsać się po zimie.

I znowu muszę przywołać słowa Bertolda Brechta, które tak dobrze pasują do naszego truckerskiego życia:

“Człowieku, wstań, już wiosna znów.
Topnieje śnieg – kto padł, to padł.
A kto swój łeb mógł unieść zdrów.
Ten znowu się wybiera w świat.

A padło wielu! Z wielu stron słyszę narzekania na brak pracy i naturalnie na ogromne koszty związane z prowadzeniem truckerskiego interesu. Trucki są drogie, paliwo drogie a nasze stawki pozostają bez zmian.

Mój przyjaciel miał niefortunny wypadek, w którym jego wysłużony truck przeniósł się do lepszego świata – a mówiąc wprost – uległ kompletnemu zniszczeniu. Może nie tyle kompletnemu, ale poza opłacalnością naprawy. Tak przynajmniej zadecydowała kompania ubezpieczeniowa. Truck był stary, ale jeszcze całkiem jary i mógł pracować, ale przyszedł chyba już jego czas i czas na zmianę. Rozmawialiśmy więc o tym co robić, jakie rozwiązanie byłoby najlepsze. Było o czym mówić i emocje grały na różnych strunach. Mój przyjaciel ma dość wymagającą pracę. Praktycznie mieszka na highwayu. Sam sobie szuka ładunków, jeździ po całym kontynencie. Flat-bed. W zasadzie wozi wszystko i wszędzie. Krótko mówiąc truck to jego dom i życie. Problem w tym, że samotne życie wyrobiło w nim jakąś irracjonalnę niechęć do  zmian. Uparciuch ponad wszelkie wyobrażenia.

Mówię mu tak:

“Masz ciężką pracę, w której nie możesz sobie pozwolić na przestoje, czekanie na mechanika, części itd. Jeździsz po odludziach,  górach, pustyniach i preriach, w śniegach i spiekocie i musisz mieć trucka, który będzie miał wszelkie możliwe wygody! Kup sobie nowy wóz. Po czterech latach zmienisz go na kolejny nowy i tak dalej. Co cztery lata. Wszystko wliczone w koszta prowadzenia interesu. Regularny odpis.”

Co to się działo, co to się działo!

“Nowy wóz?”  Mój przyjaciel szarpnął się jak znarowiony koń.

“Za nic! Ja bym się  nie mógł popatrzeć w lustro gdybym kupił ten dzisiejszy <junk>.

Kupa elektroniki, wszystko się psuje, światełek do czorta, człowiek jedzie z duszą na ramieniu, że coś tam zacznie  buczeć, migać, świecić… Za nic!”

Tłumaczyłem jak mogłem. Dawałem przykłady, które znam ze swojego podwórka. Dwóch moich kolegów stosuje ten system od lat o wygląda na to, że dobrze na tym wychodzą. Widać z tego, że moja rada nie była tak głupia.

Rozmowy, wzajemne przekonywania i argumenty trwały. Czas był, bo mój przyjaciel czekał bez końca na pieniądze z kompanii ubezpieczeniowej, naprawiał w międzyczasie rozbity flat-bed i odreagowywał po wypadku. Było zresztą po czym, bo zsunięcie się z ładunkiem kilkadziesiąt stóp w dół kanionu w Rocky Mountains to jest przejażdżka, której łatwo się nie zapomina.

Upór uporem, ale po jakimś czasie mój przyjaciel odstąpił wreszcie od koncepcji kupowania “glidera”, przerabiania starego trucka na “nowy” i innych tego typu pomysłów.

Zaczęło się więc poszukiwanie nowego wozu, ustalanie specyfikacji i kosztów.

I całe szczęście!

“Kto padł to padł…”, ale mój przyjaciel znalazł sposób, żeby się podnieść i dziś wygląda na to, że za krótki czas wyjedzie w swoje niekończące się trasy nowym truckiem!

Jak się okazuje, czasami trzeba przełamać upór, przyzwyczajenia a nawet tradycję żeby nie paść i przetrwać!  Trzeba otworzyć się na nowe. I to jest pierwszy krok w kierunku sukcesu!

Każdy z nas musi sobie znaleźć swoją drogę prowadzenia tego trudnego interesu. Im dłużej pracuję w transporcie tym wyraźniej widzę, że nie ma jednej drogi, która gwarantowałaby w tej pracy powodzenie.

W nadchodzących numerach naszego magazynu będziemy o tym pisać. My też chcemy otwierać nowe drogi i pokazywać pracę w transporcie w innym niż dotąd świetle. Będziemy korzystać z kopalni doświadczeń polskich kierowców. Może uda się nam  przełamać stare sposoby myślenia i znaleźć nową receptę na powodzenie w truckingu.

Chcemy zrewidować  dotychczasowe spojrzenie na naszą pracę. To jest zadanie naszej redakcji na Nowy Rok. Będzie dotyczyć wszelkich aspektów naszego zawodowego życia. Jeśli tą drogą uda się nam pomóc chociażby jednemu z nas – to będzie nasz wspólny sukces!

Szerokiej drogi!

 

Leave a Reply

*