Niech żyje król! /odcinek 7/

Zacznijmy od tego, że dyskusja o tym który truck jest lepszy ciągnie się wśród kierowców od niepamiętnych czasów. Różni zwolennicy różnych marek i modeli zachwalają, udowadniają i przekonują o swoich racjach.

W ostatnich latach dominuje opinia, że Mack “nie jest taki jak dawniej”, że owszem – to był silny, niezniszczaly truck, ale już nie jest, że stracił swoją pozycję z powodu mariażu z Volvo, że Freightliner jest wygodniejszy itd., itp.

Ilu kierowców tyle zdań.

Mack ciągle jeszcze ma swoich wiernych zwolenników – szczególnie wśród truckerów starszego pokolenia, którzy twierdzą, że Mack  zawsze był i będzie synonimem mocy i odporności.  Powtarzają znany slogan “tough like Mack”, przytaczają wojenną historię a przede wszystkim to, że Mack-Bulldog w ciągu dziesięcioleci stał się synonimem amerykańskiego truckingu.

Rzecz jednak jest klarowna jak wiosenny poranek – Macka nie ma na highwayu bo Mack nie ma tam dobrego service’u! W porównaniu z Freightlinerem service Macka jest prawie niewidoczny.

Mack używa swoich części, produkuje swój układ napędowy i wymaga swojego service’u. To nie jest Cummins, Caterpillar czy Detroit! To jest Mack – i w razie awarii musi być obsłużony przez mechaników Macka bo inni nie chcą się go dotykać. I to jest cały problem! Wiem co mówię, bo spotykałem się z tym od zawsze. Jeszcze za dawnych czasów – we wczesnych latach osiemdziesiątych – gdy w Brytyjskiej Kolumbii jeździłem SuperLinerem – miałem z tym trudności!

Inna rzecz, że akurat ten wspaniały wóz prawie się nie psuł – i to muszę tu podkreślić z całą mocą. Jasne, że zdarzały się drobiazgi, ale tak długo jak go miałem nigdy nie dotknąłem w nim silnika czy tymbardziej transmisji czy dyferencjału. To był truck twardy jak skała z silnikiem nie do zdarcia, który raczej przekręcił się w drugą stronę niż odmówił pracy.  

Firma Mack nie zbudowała dostatecznie szerokiej sieci obsługi i tu jest pies pogrzebany, bo na highwayu nikt nie ma czasu na czekanie! Nikt nie może sobie pozwolić na szukanie mechanika, który zna się “na Mackach”!

Zresztą szukanie “mackowskiego mechanika” to nie jest koniec problemów, bo bywało i tak, że nawet i on był czasami bezradny z powodu  braku  odpowiednich narzędzi! Trudno w to uwierzyć, ale to prawda!

Mówię tu o osławionym Macku Midliner, który przez połączenie Macka z francuskim Renault był zbudowany wyłącznie w systemie metrycznym, a to – na tym kontynencie – naprawdę jeżyło mechanikom włosy na głowach! Zresztą nie tylko im! 

Warsztaty nie miały metrycznych narzędzi i urządzeń – jednym słowem horror!

Tak jakby zapomniano, że  podobnie jak USA Kanada cały czas tkwi jeszcze w systemie imperialnym. Tak, tak – USA nigdy tego nie zmieniły, ale w Kanadzie, w której system metryczny obowiązuje już od kilkudziesięciu  lat ciągle jeszcze operuje się dawnym systemem. Kanadyjski transport nigdy nie przestawił się na kilogramy, kilometry i tony. Operuje się funtami, calami, milami a jeszcze na dokładkę skalą Fahrenheita ! Tak jest i narazie nic nie zapowiada zmiany. Dopóki w Stanach będzie obowiązywał system imperialny nic się w tym temacie nie zmieni!

W takim świecie wprowadzanie metrycznego trucka było nie tyle krótkowzrocznością co po prostu zwykłą głupotą, która mściła się w okrutny sposób. Następowało odchodzenie od Macka i zrażało do tej szacownej marki.

A takich kwiatków było więcej!

Brak odpowiedniego service’u wykończył Macka! Powtarzam to jeszcze raz i będę powtarzał przy każdej okazji, bo jeśli mamy szukać jednego powodu, dla którego Mack zniknął z amerykańskiego highwayu to będzie to właśnie ten!

Ale to nie był jedyny powód!

Leave a Reply

*